wtorek, 8 marca 2016

Ujęty przez Straż Obywatelską staje przed sądem

Źródło:  https://zgorzelec.info
Nieco ponad rok po głośnej akcji Straży Obywatelskiej z Ruszowa rusza proces kolejnego "bohatera".

 Rok temu w Ruszowie i Kościelnej Wsi niemal codziennie dochodziło do jakiejś kradzieży. Mieszkańcy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i założyli Straż Obywatelską. W niedługim czasie
złodzieje zostali wyłapani, a ich kary odwieszone. Teraz przebywają w zakładach karnych, skąd jeżdżą na swoje procesy.
Marek D. został zatrzymany przez SO na gorącym uczynku w nocy z 2 na 3 lutego 2015 roku. Wpadł w trakcie kradzieży kabli, bo mieszkańcy zaczęli informować strażników o wszystkich podejrzanych rzeczach.
W toku postępowania przyznał się do 31 stawianych mu zarzutów, wśród których znajdowały się m.in. kradzieże kabli telefonicznych na łączną kwotę ponad 18 tys. zł. oraz liczne włamania z kradzieżami.

Przed sądem, po ponad roku od zatrzymania, przyznał się zaledwie do połowy popełnionych czynów: kradzieży kabli, drobnego włamania do samochodu oraz gróźb karalnych skierowanych do członków Straży Obywatelskiej. Z pozostałych zeznań wycofał się.

W trakcie rozprawy dochodziło od zaskakujących analiz. Oskarżony oświadczył, że przyznaje się tylko do jednego z dwóch stawianych mu zarzutów dotyczących 13 sierpnia 2014 roku, bo kradnąc 600 metrów kabla telefonicznego, a następnie przygotowując go do sprzedaży (skórowanie, a następnie wypalanie) nie byłby w stanie ukraść jeszcze 150 litrów paliwa z samochodu ciężarowego, bo by mu czasu nie starczyło i jest to technicznie niemożliwe.

Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku zarzutów kradzieży 300m kabla telekomunikacyjnego oraz 250l oleju napędowego w nocy z 4 na 5 grudnia 2014 roku, gdzie oskarżony stwierdził że "nie da się zrobić kilku rzeczy w jedną noc". Następnie dodał "skórowanie i wypalanie kabli zajmuje dużo czasu, a na wylanie 250l. też nie trwa krótko." Wcześniej przyznawał się do wszystkich kradzieży paliwa wskazując nawet fakt posiadania specjalnych baniek oraz brak specjalnych zabezpieczeń przy wlewach paliwa.

W trakcie składania wyjaśnień D. stwierdził, że zaraz po zatrzymaniu przez straż policjanci kazali mu się przyznać do wszystkich zarzutów, bo jeśli tego nie zrobi to "pójdzie siedzieć". Niestety nie jest w stanie stwierdzić którzy to byli policjanci, bo był wówczas tak "naćpany" że nie pamięta.

W swoich zeznaniach z 13 stycznia 2015 roku przyznał się do kradzieży auta. Zeznał wówczas "udałem się na teren posesji z myślą kradzieży auta (...) podszedłem do auta i otworzyłem je od strony kierowcy za pomocą śrubokręta (przekręciłem zamek w drzwiach). Następnie wsiadłem do tego auta od strony kierowcy i zdemontowałem obudowę kolumny kierowniczej po czym zerwałem przewody instalacyjne i odpaliłem auto "na krótko" tj. złączyłem dwa przewody. Po odpaleniu auta udałem się w kierunku Iłowej drogami leśnymi. Byłem tam na dyskotece, a później wróciłem do Ruszowa. Zostawiłem to auto gdzieś w lesie ponieważ zabrakło mi paliwa."

W trakcie rozprawy wycofał swoje zeznania w tej sprawie i z pełną stanowczością stwierdził, że to nie jest możliwe, bo nie potrafi prowadzić samochodu i nigdy wcześniej tego nie robił.

Podobnie stało się z zeznaniami w sprawie kradzieży rynien miedzianych, do których przyznał się w styczniu ub. roku: "byłem także raz na terenie stadniny konnej w Ruszowie i po uprzednim zdemontowaniu dokonałem kradzieży 4 lu 5 rynien miedzianych o długości 4,5m jedna." Podczas kolejnego składania zeznań przyznał się do kradzieży większej ilości rynien, które gniótł, a następnie sprzedawał na skupie złomu w Żaganiu. W trakcie wczorajszej rozprawy wycofał się takżez z tego zeznania.

Zaskakujące w całej sprawie jest to, że mężczyzna składając swoje zeznania rok temu opisywał wszystkie swoje czyny podając bardzo dużo szczegółów (opisów przedmiotów, sposobu kradzieży oraz rzeczy, które znalazły się w autach lub na posesjach). W trakcie rozprawy oświadczył, że całość została podyktowana przez policjantów, a on sam podpisał się pod tym tylko dlatego że był pod wpływem narkotyków, albo innym razem "na głodzie". Na pytanie sędziny czy za każdym razem kiedy oskarżony był przesłuchiwany znajdował się pod wpływem narkotyków stwierdził "Jak byłem na wolności to bardzo dużo ćpałem, a pieniądze na to... miałem z pracy dorywczej."

Niestety prawo daje możliwość zmiany zeznań oskarżonemu nawet wiele razy, a świadkom już nie.

Kolejna rozprawa została wyznaczona na 10 maja br. Marek D. za swoje przestępstwa posiedzi w więzieniu do marca 2018 roku. Do tego czasu mogą zapaść jeszcze przynajmniej dwa wyroki w jego sprawie, z czego jeden przed sądem w Zgorzelcu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza