wtorek, 29 marca 2016

To była inna szkoła


Autor: uczennica z IA 
Szkoła niby ta sama, ale epoka zupełnie inna. Rozpoczęłam naukę w 1964 roku. Wychowawczynią była pani Skokun (imienia nie pamiętam). Były dwie równoległe klasy – wychowawczynią drugiej była p. Jabłońska. Obie panie przyjaźniły się. Byliśmy weseli i beztroscy, bo nauka to były literki, szlaczki, słupki z matematyki, elementarz Falskiego. Wszystko było łatwe do czasu, aż zaczęła się tabliczka mnożenia. Obrywaliśmy piórnikiem po „łapach” i klęczeliśmy w kącie. Czy nam to
przeszkadzało i zrażało? Chyba nie. Byliśmy szczęśliwi, gdy „nasza pani” wołała nas do siebie, do swojego mieszkania, a my sprzątaliśmy, trzepaliśmy dywany, odkurzaliśmy, myliśmy gary itp. Powtarzało się to kilkakrotnie.Teraz nie do pomyślenia, nauczyciel zostałby zlinczowany za prywatę. Uczyliśmy się najpierw w teraźniejszej szkole, później w obecnym domu kultury, po remoncie wróciliśmy do budynku szkoły. Na przerwach biegaliśmy do starego kina lub na cmentarz, gdzie (w starszych klasach) popalaliśmy papierosy w czeluściach kościoła. Były jeszcze schody na wieżę kościelną, niekompletne i popróchniałe, po których wspinaliśmy się na sam szczyt. Jakim cudem nie doszło do nieszczęścia, Bóg tylko może wiedzieć. Idąc ze szkoły z koleżankami bawiłyśmy się w wyimaginowany dom. Któraś była mamą, inna tatą, córką itp. Prowadziłyśmy poważne dialogi o zakupach, chorobach i sprawach domowych na wzór naszych prawdziwych domów. Ulubionym hobby było zbieranie papierków od cukierków i plecenie z nich jak najdłuższych pasków. Coś na kształt obecnego kolekcjonowania naklejek. Z nauką było różnie, zależnie od umiejętności ucznia i nauczyciela. Gdy było coś nie tak, potrafiliśmy dorwać dziennik i „poprawić” ocenę. Kiedyś była chryja, bo któryś ze zdesperowanych uczniów z naszej klasy schował kilka dzienników. Po awanturze dzienniki się odnalazły. Zapewne było to z lęku, bo w tamtych czasach rodzice nie żałowali pasa za brak promocji. Takie to były czasy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza